Sezonowe Recenzje Anime #04 – Lato 2020

Tegoroczny sezon letni niestety był sezonem niezbyt obfitym. Wpłynęły na to liczne przesunięcia i inne problemy spowodowane wszechobecną na całym świecie pandemią znanego wszystkim wirusa.

Mimo wszystko udało mi się znaleźć cztery serie, które obejrzałem i były one całkiem sensowne.

Serie TV

“Maou Gakuin no Futekigousha”

Studio: SILVER LINK.

Gatunki: Komedia, Fantasy, Romans

Opis: Nawet król demonów może być czasami zmęczony krwią i chaosem! Kiedy Anoth zostaje odrodzony dwa tysiące lat później, ma nadzieję na spokojniejsze życie. Okazuje się jednak, że uczęszcza on do szkoły ze swoimi potomkami.

Recenzja: “Maou Gakuin no Futekigousha” to anime, które pomimo swojej przewidywalnej fabuły i niespecjalnie interesujących postaci mimo wszystko dostarczyło mi mnóstwo frajdy i zaskakująco było to anime na które czekałem w tym sezonie najbardziej.

Jak wspomniałem wyżej, historia przedstawiona w tym anime była przewidywalna i do bólu zwyczajna. Podobne zdanie mam także w temacie charakterów postaci. Do wyboru mamy tsundere, zakochaną, czystą dziewczynę i grupę fanek głównego bohatera. Każdy z tych archetypów widziałem już przynajmniej kilkadziesiąt razy i żaden z nich nie był w żaden sposób modyfikowany.

Character designy były za to zaskakująco dobre, Misha to jedna z moich ulubionych postaci tego roku i jej kostium jak i specyficzne oczy wyglądają naprawdę świetnie.

Najważniejszym punktem tego anime były jednak niesamowicie efektowne i kompletnie kosmiczne walki. Czy widzieliście kiedyś anime w którym bohater jednym atakiem wysusza całe jezioro? Teraz macie okazję to zobaczyć. Każda z walk była naprawdę świetnie zrealizowana. Do tego stopnia, że kompletnie nie liczył się dla mnie ich kontekst tylko czekałem na kolejną. Może brzmieć to naprawdę zabawnie ale to jedna z tych rzeczy, które trzeba zobaczyć na włąsne oczy.

W związku z tym zachęcam was do obejrzenia chociaż 3 odcinków bo nawet ja nie oczekiwałem, że spotka mnie tak pozytywne zaskoczenie.

“Uzaki-chan wa Asobitai!”

Studio: ENGI

Gatunki: Komedia, Ecchi, Romans, Slice of Life

Opis: Jedynym życzeniem Shinichiego jest cisza i spokój ale Uzaki Hana – jego porywcza i “dobrze wyposażona” koleżanka z młodszej klasy ma inne plany. Wszystko co chce robić to spotykać się i żartować z niego. Być może z pomocą jej uroku, wesołości i niesamowitych ilości cierpliwości zacznie się nowa relacja!

Recenzja: “Uzaki-chan wa Asobitai!” to naprawdę solidne anime… niestety nie bez wad. Może gdybym nie był na bieżąco z mangą to nie miałbym żadnych zastrzeżeń. Niestety tak właśnie jest i przez to w oczy kuła mnie jedna specyficzna kwestia w przebiegu fabularnym całej serii.

Mówię tu o niepotrzebnych scenach “semi-erotycznych”, które w mandze także istniały ale wyróżniały się zdecydowanie mniej. Mówię to o takich sytuacjach jak na przykład utknięcie Uzaki w krzaku, które w anime stanowiło punkt kulminacyjny odcinka a nie zabawną wstawkę. Do reszty fabuły nie mam zbytnio zastrzeżeń, jest to zbiór zabawnych i uroczych sytuacji z życia głównych bohaterów. WIem, że sporej ilości widzów do gustu nie przypadł charakter głównej bohaterki, ja jednak osobiście bardzo ją lubię i jestem zdania, że gdyby nie to to anime byłoby bardzo nudne i męczące.

Character designy są poprawne i całkiem solidne z jednym zastrzeżeniem. nigdy nie zrozumiem, dlaczego biust głównej bohaterki w anime został powiększony o jakieś 50% względem swojego oryginału mangowego. Była to rzecz, która najbardziej rzuciła mi się się w oczy i jednocześnie cały czas przeszkadzała mi delikatnie.

Artstyle był dobry ale mimo wszystko czasami odczuwałem, że kolorystyka tła nie zawsze grała z tym co działo się na pierwszym planie. W tym momencie chciałbym jednak pochwalić studio ENGI za świetne odwzorowanie Tottori, a w szczególności muzeum anime figurek i nawiązań do Detektywa Conana, którego to twórca urodził się właśnie tam.

Pomimo swoich wad anime to było naprawdę przyjemne i z przyjemnością czekałem na każdy nadchodzący odcinek.

“Monster Musume no Oisha-san”

Studio: Arvo Animation

Gatunki: Komedia, Ecchi, Fantasy, Romans

Opis: W mieście Lindworm, gdzie potwory i udzie żyją ze sobą w zgodzie, Dr.Glenn prowadzi klinikę dla dziewczyn-potworów wraz ze swoją asystentką – lamią o imieniu Sapphee. Wszelkie problemy swoich pacjentów rozwiązuje z gracją i pewnością siebie. Jak zachowa się jednak, kiedy pewna niesmaczna osoba postanowi ukraść jajo harpii?

Recenzja: “Monster Musume no Oisha-san” to anime na które fani potworodziewczynek czekali od wydania “MonMusu”.

Fabułą tego anime była zaskakująco wholesome i interesująca. Każda z postaci, którą poznaliśmy na przełomie 12 odcinków miała istotny wpływ dla przebiegu reszty serii i pojawiła się conajmniej kilka razy. Bardzo miło było mi to widzieć, szczególnie, ze każda z postaci była naprawde przyjemna i ładna. Nie historia jest jednak najsilniejszym punktem tego anime.

Są nim świetne za to świetne designy i charaktery potworodziewczynek. Nie wiem, kiedy ostatnio widziałem tak dobrze wykreowane postacie tego gatunku. Każda z nich była interesująca, ładna i kompletnie odmienna od reszty bohaterek (Arahnia ftw).

Nie ukrywam, że w przypadku tej serii dużo bardziej interesowały mnie same postacie niż tła czy animacja i niezbyt zwracałem na to uwagę więc śmiało założyć mogę, że były one poprawne.

Jeżeli jesteście fanami anime w tych klimatach to zdecydowanie zachęcam do obejrzenia. Jest to zdecydowanie najlepszy przedstawiciel tego typu anime od czasów “MonMusu” i robi naprawdę dobrą robotę.

“Lapis Re:LiGHTs”

Studio: Yokohama Animation Lab

Gatunek: Muzyczne

Opis: brak

Recenzja: Muszę przyznać, że nie był to seans najwyższych lotów, jako że anime “Lapis Re:LiGHTs” miało służyć za reklamę gry mobilnej od KLabGames (która swoją drogą dalej nie wyszła) a do dalszego oglądania zachęcały mnie głównie naprawdę ładne koncerty i ulubione postacie.

Fabularnie nie odkryto niczego nowego i trzymano się utartych schematów. Księżniczka udaje normalną dziewczynę i dołącza do akademii, znajduje sobie przyjaciółki i chce założyć z nimi zespół. Po drodze oczywiście zawsze coś musi pójść nie tak ale summa summarum i tak wszystko wróci do tego jak było. Chyba już wiecie o co mi chodzi.

W anime tym chciałbym jednak zwrócić uwagę na jedną rzecz, która jednocześnie jest zaletą ale też wadą – mnogość postaci, które pojawiają się w trakcie tych 12 odcinków. Jak można się domyślić, gra to gacha i w związku z tym na ekran trzeba było wepchnąć jak najwięcej dziewczynek. Jednocześnie to też było moim zdaniem największą wadą tego anime. Jak wszyscy dobrze wiemy w 12 odcinkach nie da się opowiedzieć sensownej historii z kilkoma postaciami a tutaj pojawiło się ich ponad 10. W związku z tym wyraźnie odczuć można było braki w ciągłości i najzwyczajniej skracanie opowieści po to, żeby zmieścić się w 20 minutach odcinka.

Nie można odmówić jednak tego, że postacie są naprawdę ładne i przynajmniej jedna z nich wpadnie w oko każdemu. Sam mam swoje dwie faworytki i podejrzewam, że każdy kto obejrzał to anime wyszedł z niego z chociaż jedną potencjalną waifu.

Artstyle był za to zaskakująco spójny a momentami nawet bardzo dobry (np. w odcinku, w którym ekipa wybrała się do lasu). Animacji również nie brakowało zbyt dużo i jedyne do czego klasycznie mogę CGI, które w tym wypadku akurat w tej serii nie bolało mnie aż tak bardzo ze względu na to, że było zaskakująco płynne.

Naprawdę trudno jest mi wydać jednoznaczną opinię w przypadku tej serii bo nie jest ona w żaden sposób nowa czy odkrywcza ale z tyłu głowy mam gdzieś frazę “Do it for the waifus” i z tym was zostawię.

Dropped

  • “THE GOD OF HIGH SCHOOL” – W tym przypadku spotkałem się z poważnym rozczarowaniem nt. tematyki tej serii. Liczyłem po prostu na ciekawą bitkę bez większych twistów czy elementów fantasy. Dodatkowo zabolało mnie niesamowicie to, że walki stanowiły jakąś 1/4 całej zawartości serii a reszta to flashbacki i elementy fabularne, które nikogo nie interesują.
  • “Peter Grill to Kenja no Jikan” – chyba nie muszę nawet komentować tej decyzji xD
  • “Kanojo, Okarishimasu” – mangę czytam tylko dlatego, że po 100 chapterach szkoda mi było przestać. Już w mandze większość scen była żenująca ale anime pokazało, że da się to zrobić jeszcze gorzej.

Podsumowanie

Jak można zauważyć po dosyć krótkim poście niezbyt wiele serii w tym sezonie przypadło mi do gustu. Pomijając kwestie przesunięć była to też kwestia indywidualna i na przykład takie “Deca-Dence” dropnąłem po pierwszym odcinku, więc szkoda było mi o nim nawet wspominać.

Nie mniej jednak każdy znajdzie dla siebie chociaż jedno anime i zgaduję, że w przypadku większości widowni będzie to Uzaki.