Sezonowe Recenzje Anime #03 – Wiosna 2020

[AKTUALIZACJA 22.10] Dodałem recenzję “Houkago Teibou Nisshi”.

Sezon wiosenny jest dosyć ciekawym sezonem. I nie chodzi mi tu o wydanie “Tower of God” w wersji animowanej tylko o inne bajki, takie jak “Nami yo Kiitekure”, które przerosły wszelkie moje oczekiwania. Do tego doszły jeszcze przesunięcia, które dosyć mocno zabolały (loli na rybach, czyli “Houkago Teibou Nisshi” wznawia emisję nowych odcinków dopiero po 20 lipca).

Po Zimie 2020 nauczyłem się jednak, że nie ma sensu czekać z postem żeby wszystko się skończyło, więc dwie recenzje pojawią się trochę później a teraz możecie zobaczyć znaczną większość z nich.

Serie TV

“Kami no Tou: Tower of God”

Studio: Telecom Animation Film

Gatunki: Akcja, Przygodowe, Drama, Fantasy, Detektywistyczne

Opis: Fabuła “Tower of God” skupia się na chłopcu zwanym Dwudziestym-piątym Bam, który spędził większość swojego życia uwięziony pod ogromną i tajemniczą Wieżą wraz z przyjaciółką Rachel. Kiedy wchodzi ona do Wieży, Bamowi również udaje się otworzyć drzwi. Na każdym piętrze rozwiązuje on zagadki starając się odnaleźć swoją najbliższą towarzyszkę.

Recenzja: “Tower of God” to po prostu ładne i popularne anime. Tyle.

Nie oszukujmy się, fabuła nie jest specjalnie dobra a pacing tej serii jest tragiczny. Główny bohater jest jednym z najgłupszych i jednocześnie najsilniejszych MC jakich widziałem. 3/4 sytuacji w których się znajduje wynika z jego głupoty i faktu braku posiadania więcej niż 10 IQ. Na moją opinię o fabule nie wpłynęło pozytywnie również niesamowite przeciąganie tematów w każdej możliwej sytuacji. Jest to dla mnie szczególnie dziwne ze względu na to, że materiału źródłowego jest potężnie dużo i można było to zrobić zdecydowanie lepiej. Podejrzewam jednak, że to anime nie było tworzone z nadzieją zrobienia majstersztyka tylko sprawdzenia jak adaptacja shounenowego webtoona przyjmie się na rynku. Przyjęłą się swoją drogą całkiem dobrze w ogólnym rozrachuncku ale ja wolałbym dostać 24 odcinki “Nami yo Kiitekure niż oglądać to badziewie.

Jedyna rzecz, która wyróżnia to anime to paleta kolorów i artstyle, który jest dosyć nietypowy ze względu na to, że jest to adaptacja webtoona. Mają one zazwyczaj kompletnie innym styl kreski niż standardowe japońskie mangi i to też wpłyneło na wersję anime.

Animacja jest… różna. Mam wrażenie, że na sceny walki przeznaczono 90% budżetu bo wszystko inne w porównaniu do nich wypada niesamowicie blado i sporo brakuje, żebym mógł być w stanie powiedzieć, że animacja jest spójna.

Bardzo rozbawiło mnie używanie muzyki elektronicznej w trakcie walk, powodowało to u mnie straszne wybicie z rytmu i jedyne z czym mi się to skojarzyło to muzyka w “NFS: Most Wanted” podczas wyścigów, kompletnie nie pasująca do anime dosyć poważnego.

Moja opinia na jej temat byłaby lepsza, gdyby nie była to najbardziej “hajpowana” seria całego sezonu co narzuciło na mnie dosyć spore oczekiwania jej względem.

“BNA”

Studio: Trigger

Gatunek: Fantasy

Opis: W 21 wieku, z ukrycia w ciemnościach historii, istnienie hybrydy zwierzęcia i człowieka wyszło na jaw. Michiru żyła jak każdy człowiek do momentu, kiedy pewnego dnia nagle zmieniła się w szopa-człowieka. Ucieka i próbuje schronić się w specjalnej dzielnicy miasta zwanej “Anima City” która została utworzona specjalnie dla zwierzo-ludzi po to, żeby mogli żyć bez żadnych ograniczeń. Dzięki Shirou, Michiru zaczyna uczyć się o zmartwieniach, stylu życia i radościach życia jako zwierzo-człowiek. Kiedy Michiru i Shirou starają się dowiedzieć, dlaczego Michiru została przemieniona, niespodziewanie zostają wmieszani w duży wypadek.

Recenzja: CZEKAM NA FANSUBY

“Otome Game no Hametsu Flag shika Nai Akuyaku Reijou ni Tensei shiteshimatta…” (HameHura)

Studio: SILVER LINK.

Gatunki: Komedia, Romans, Fantasy, Slice of Life

Opis: Zamożna spadkobierczyni Katerina Claes zostaje uderzona w głowę i odzyskuje wspomnienia z jej poprzedniego życia. Okazuje się, że świat w którym żyje teraz jest światem przedstawionym gry otome o tytule “Fortune Lover” na której punkcie miała ona obsesję w swoim poprzednim życiu. Została ona jednak odrodzona jako postać, której zadaniem jest niszczyć romanse głównego bohatera! Najlepsze zakończenie jakie istnieje dla Kateriny w tej grze to wygnanie, albo co gorsza – śmierć! Będzie musiała ona znaleźć sposób, żeby uniknąć tego zakończenia i stworzyć swoje własne, szczęśliwe.

Recenzja: “HameHura” to jedno z tych anime, które obejrzysz, powiesz, że jest fajne a po pół roku kompletnie o nim zapomnisz i nie wrócisz do niego nigdy więcej.

Fabuła jest liniowa do granic możliwości, typowy suspense finalnie prowadzący do happy endu. Bohaterka jest przygłupia i w żaden sposób nie zwróciła mojej uwagi w sposób pozytywny. Dodatkowo tempo tej serii było dla mnie zdecydowanie zbyt “lużne”. Przez pierwsze kilka odcinków było widać conajwyżej mikroskopijne postępy fabularne i znaczna częśc czasu przeznaczana była na interakcje pomiędzy bohaterami i dokładne zapoznanie się z nimi.

Najbardziej boli mnie fakt tego, że fabuła jest tak spłaszczona do granic możliwości żeby zmieścić się w 12 odcinkach. Najbardziej widać to w kwestii drugiej reinkarnowanej postaci, czyli przyjaciółki głównej bohaterki. Aspekt ten był wspomniany dwa czy trzy razy i nigdy nic więcej się z nim nie stało.

Najlepszym aspektem tej serii jest character design. Każda z postaci jest unikatowa i ma swoje cechy szczególne, przez które od razu można zauważyć ich cechy osobowości nawet bez oglądania anime. Nawet sposoby ich chodzenia czy postawa kiedy stoją wyraźnie mówią o tym, kim są jako osoby.

Sama animacja była poprawna i za bardzo nie wyróżniała się z tłumu.

Jeżeli lubicie isekaie to warto zasięgnąć po tą serię. Jeżeli jednak oczekujecie sensownej i logicznej fabuły to nie byłby to mój pierwszy wybór.

“Yesterday wo Utatte”

Studio: Doga Kobo

Gatunki: Drama, Romans, Slice of Life

Opis: Fabuła tej historii dojrzewania śledzi absolwentkę uniwersytetu o imieniu Rikuo, która nie może znaleźć sobie stałego miejsca pracy, tajemniczej kobiety Haru, która posiada kruka jako zwierzę domowe i byłej koleżanki z klasy Rikuo – Shinako.

Recenzja: Doga Kobo pokazało, ze pomimo małego doświadczenia w gatunku przy odpowiedniej ilości kreatywności i świeżego podejścia można jeszcze stworzyć naprawdę solidną mangową adaptację, która jest w stanie wybić się z tłumu.

“Yesterday wo Utatte” pomimo dosyć sporej dozy niepewności okazało się być numerem dwa na mojej liście, jeżeli chodzi o anime tego sezonu. Była to jedna z dwóch pozycji w tym sezonie, podczas których czas leciał dużo szybciej.

Fabuła tego anime jest pełna zwrotów akcji i przepełniona po brzegi dramą, nie jest to jednak drama pokroju tej z “Domestic no Kanojo” tylko zrobiona z wyczuciem i smakiem, nie przeciągana sztucznie i wprowadzona tylko celem odroczenia zakończenia historii. Bardzo spodobało mi się to, że seria ta od początku do końca była bardzo realistycznym romansem pokazującym to zagadnienie z punktu widzenia dorosłych ludzi a nie napalonych licealistów, którzy potrzebują dziewczyny dla samego faktu jej posiadania. Był to powiew swieżości przy ostatnich sezonach, w których romanse były dosyć nijakie i bardzo “gimnazjalne” jeżeli mozna to ująć w taki sposób.

Doga Kobo w szczególności zaskoczyło mnie jednak artstylem tego anime, który odbiega kompletnie od ich poprzednich serii. Jest bardzo realistyczny i przyziemny a jednocześnie ma w sobie coś, co pozwala zachwycić się nawet tłami.

Paleta kolorów użytych w produkcji tego anime jest momentami bardzo stonowana i chłodna a w momentach kluczowych potrafi stać się nagle naprawdę żywa i barwna. To właśnie ten wydawałoby się drobny i niezauważalny zabieg bardzo mocno wpłynął na odbieranie przeze mniej tej serii i wyczuwanie atmosfery konkretnych scen.

Character designy również są całkiem mocnym elementem tego anime. Szczególnie spodobała mi się postać o ładnym imieniu Haru, która skradła moje serce zarówno charakterem jak i designem. W świecie przedstawionym w tym anime wyróżnia się ona z tłumu i sprawia wrażenie wyciągniętej wręcz z kompletnie innej bajki. Po samym jej designie można wyczuć, że zamiesza ona w serii i tak też faktycznie się dzieje.

O ile sama muzyka w tej serii nie jest nadzwyczajna (aczkolwiek dobrze dopadowana do poszczególnych scen) to moje serce skradł jej trzeci ending.

https://www.youtube.com/watch?v=KGFvIpXgqRg

Nie wiem, kiedy ostatnio tak wpadł mi w ucho opening czy ending jakiegokolwiek anime. Jest po prostu świetny, zarówno ze strony wizualnej jak i muzycznej. Przy okazji warto wspomnieć, że tytuł zarówno mangi jak i anime nawiązuje do piosenki RC Succession zatytułowanej “イエスタデイをうたって”, czyli właśnie “Yestarday wo Utatte”, której cover można usłyszeć właśnie w tym endingu.

Jest to jeden z niewielu romansów, który naprawdę mi się spodobał i zostanie w mojej pamięci jeszcze bardzo długo. Jeżeli lubicie ten gatunek to zdecydowanie zachęcam do podjęcia tej serii.

“Kakushigoto”

Studio: Ajia-Do

Gatunki: Komedia, Slice of Life

Opis: Kakushi Gotou to samotny ojciec posiadający pewien sekret – jest mangaką, który tworzy sprośną serię, która jest niezbyt odpowiednia do czytania dla jego córeczki Hime. W związku z tym robi on to, co zrobiłby każdy porządny ojciec – ukrywa to przed nią, nie zważając na to, co stanie na jego drodze!

Recenzja: Nigdy w całym swoim życiu nie spodziewałbym się, ze seria, która z początku wydawała się być naprawdę lekka i przyjemna może przekształcić się nagle w dramę z krwi i kości a przy okazji zamknąć wszystko sprawnie w ciągu 12 odcinków.

“Kakushigoto” to jedna z najbardziej niedocenianych bajek ostatnich lat i po obejrzeniu całości śmiało mogę stwierdzić, że nie wiecie, ile was ominęło jeżeli jej nie oglądaliście.

Pomimo tego, że seria ta z zewnątrz wydawała się być lekką i przyjemną to tak naprawdę w swojej głębi była naprawdę emocjonalna i poważna. Taki efekt uzyskano stosując dosyć specyficzny zabieg narracyjny. O co mi chodzi? Już tłumaczę.

Pierwsze dwadzieścia minut każdego odcinka poświęcone było historii odnoszącej się do młodszej Hime, końcówki odcinków natomiast zaliczały timeskip i przenosiły nas kilka lat do przodu do czasu, kiedy jest już ona w liceum.

Może i brzmi to głupio ale zaufajcie mi, to działa. Mogę wręcz powiedzieć, że oglądałem całość odcinka tylko po to, żeby móc poskładać puzzle z jego końca.

Sposób, w jaki przeprowadzona jest narracja tej serii jest prawdziwym majstersztykiem i nie ukrywam, że kompletnie nie oczekiwałem tak porywającej i emocjonalnej serii patrząc na sam opis i trailery.

Paleta kolorów gra równie istotną rolę w trakcie całej serii co narracja. Tonacja barw zmieniała się w zależności od tego, z jakiej perspektywy obserwowaliśmy akcję i co aktualnie działo się na przełomie całego anime.

Artstyle jest innym punktem tego anime, dzięki któremu staje się ono bardzo charakterystyczne i ma swój własny “posmak”. Pomimo tego, że jest on zakorzeniony głęboko w typowym anime artstyle’u, rzecami takimi jak oczy czy własnie wcześniej wspomniana paleta kolorów odrywa się jednak z tłumu i sprawia, że seria ta zapada głęboko w pamięci widza.

Nie chcę pisać już o tym anime więcej bo mam wrażenie, że żeby móc wiernie opowiedzieć o jego fenomenie w moim sercu musiałbym streścić wam całą jego fabułę. PO PROSTU TO OBEJRZYJCIE!

“Tamayomi”

Studio: studio A-CAT

Gatunki: Sportowe, Slice of Life

Opis: Yomi Takeda w gimnazjum nie zaszła zbyt daleko w międzyszkolnych zawodach. Ze względu na to, że zawodnik łapiący piłkę nie był na jej poziomie, nie mogła ona używać swojego kluczowego rzutu “Magic Throw”. Po gimnazjum postanowiła ona przestać grać w baseball i poszła do szkoły Shin Koshiyaga w której nie ma klubu baseballowego.

W szkole tej odnalazła ona swoją zaginioną przyjaciółkę z dzieciństwa – Tamaki Yamazaki, która za dziecka grała wraz z nią w baseball. Tamaki grała również w gimnazjum jako “łapacz” i jest w stanie złapać nawet “Magic Throw” Yomi.

Ich obietnica z dzieciństwa może się teraz s…

Recenzja: “Tamayomi” to jedna z tych bajek, które zapowiadają się dobrze a okazuję się być… po prostu niezbyt dobre.

Pewnie spora część z was widziała legendarne screeny i całe kompilacje wpadek z tego anime, jedną z nich zapostowałem nawet ja na swim fanpage’u (obserwujcie mnie na Facebooku!!).

Mem zestarzał się dosyć adekwatnie bo anime to od tamtego odcinka okazało się zjeżdżać jakością produkcyną tylko w dół. Jak wiadomo, jednym z bólów tej serii okazał się być wszystkim znany wirus, który zamroził na pewien czas znaczną ilość studiów i ich podwykonawców.

Największym problemem tego anime okazał się dla mnie jednak brak jasnego zamysłu. Twórcy chcieli wpakować w to anime mnóstwo relacji pomiędzy bohaterkami a jednocześnie pokazać jak najwięcej technicznych i strategicznych elementów baseballu. W efekcie 12 odcinków to po prostu za mało, żeby być w stanie pokazać to wszystko i zrobić to dobrze. W efekcie w całym anime zobaczyć można było dwa faktyczne, oficjalne mecze z czego jeden trwał trzy odcinki.

Kolejnym problemem tego anime jest tragiczna animacja i spójność całości warstwy wizualnej. Co zmiane sceny każda z postaci była w stanie wyglądać kompletnie inaczej niż dosłownie kilka sekund temu. Proporcje to rzecz, która w tym utworze po prostu nie istnieje. Postacie wyglądają momentami jakby rysował je ktoś po tygodniowym kursie.

Muzyka jak i voice acting nie wybiły się zbytnio z tłumu i były dosyć przeciętne. Podobnie jak opening i ending.

Jak możecie zauważyć po jednym z największych rantów na tym blogu, jest to jedno z niewielu anime których po prostu nie opłaca się oglądać i poświęcać na nie swojego cennego czasu. Sam dokończyłem je tylko dlatego, że przynajmniej mogłem sie pośmiać z paskudnych postaci i zabawnie niedorobionych animacji.

“Houkago Teibou Nisshi”

Studio: Doga Kobo

Gatunki: Komedia, Slice of Life

Opis: Hina jest typem osoby siedzącej w domu, lubi ona robótki ręczne i przeniosła się do nadmorskiego miasteczka, żeby kontynuować swoją naukę w liceum. Kiedy idzie ona wzdłuż wału przeciwpowodziowego spotyka ona starszą koleżankę ze szkoły o imieniu Kurowa i dołącza do tajemniczego “Klubu Wału Przeciwpowodziowego”. Hina nie lubi stworzeń żyjących w wodzie ale wędkuje wraz z pozostałymi członkami klubu i je swoje zdobycze. Stopniowo zaczyna ona dostrzegać urok oceanu.

Recenzja: “Houkago Teibou Nisshi” to jedna z najbardziej nietypowych i jednocześnie najbardziej przyjemnych bajek z gatunku CGDCT od czasów serii TV Yuru Yuri.

Nie ukrywam, że od fabuły nie oczekiwałem zbyt wiele biorąc pod uwagę to, w jakim gatunku znajduje się to anime. W tej kwestii zostałem jednak zaskoczony całkiem pozytywnie. Na przestrzeni 12 odcinków bardzo wyraźnie zaobserwować można było stopniowe przełamywanie swoich lęków przez główną bohaterkę i miło było widzieć, że zaczyna się ona coraz lepiej bawić. Nie to jednak stanowiło najważniejszy element albowiem tym była dla mnie ogromna różnorodność charakterów postaci. Każda z nich była kompletnie inna i przez to do teraz (druga połowa października) pamiętam wszystkie postacie tak, jakbym kończył to oglądać wczoraj.

Character designy również były bardzo silną stroną tego anime. Idealnie wpasowały się w ich charaktery i po samym wyglądzie z 90 procentową dokładnością można określić typy ich charakterów.

O ile animacja była dosyć przeciętna to w tym punkcie chciałbym zwrócić uwagę na świetnie narysowane ryby, które panie łowiły jak i na samą dynamikę scen w których dochodziło do “walki z nimi”. Były one pełne życia i naprawdę mało brakowało im do rzeczywistości.

Inną wielką zaletą są świetnie odwzorowane lokacje i tła opierające się na faktycznym japońskim miasteczku o nazwie Ashikita. Świetne porównanie faktycznych miejsc do scen z anime można znaleźć tutaj.

Jak wspominałem już niejednokrotnie Doga Kobo to moje ulubione studio i jak zwykle zaskoczyło mnie ono przyjemną i naprawdę dobrze wykonaną animacją od której spodziewałem się zdecydowanie mnie w porównaniu do tego co zostało mi dostarczone.

“Nami yo Kiitekure”

Studio: Sunrise

Gatunki: Komedia, Drama, Romans

Opis: Fabuła ma miejsce Sapporo, prefekturze Hokkaido. Pewnej nocy bohaterka Minare Koda wylewa swoje miłosne żale pewnemu pracownikowi stacji radiowej podczas picia alkoholu. Następnego dnia słyszy ona nagranie swoich żali odtwarzane na żywo w stacji. Wściekła wchodzi do siedziby radia tylko po to, żeby zostać podstępnie zmanipulowaną przez dyrektora stacji do przeprowadzenia talk show w którym tłumaczy jej zachowanie na nagraniu. Dzięki temu jednemu nagraniu mnóstwo ekscentrycznych faktów z życia Minare zaczyna wychodzić na jaw a ona sama wpada coraz bardziej w radiowy świat.

Recenzja: Gdyby ktoś mi powiedział, że to anime może zostać moim AOTSem to zwyczajnie bym nie uwierzył. “Nami yo Kiitekure” jak i również sam Sunrise zaskoczyły mnie pozytywnie jak tylko się da. Nie myślałem, że można zrobić tak zabawne i interesujące anime o temacie jakim jest… radio.

Zdecydowanie jednym z najmocniejszych punktów tego anime jest fabuła, która pokazuje, że nawet z niezbyt popularnych i niszowych tematów da się wycisnąć jeszcze mnóstwo świetnej zawartości. Główny plot tego anime kręci się wokół życia głównej bohaterki i jej radiowej przygody. Wszystko to jest przeplatane sporą ilością naprawdę dobrego humoru i ciekawymi wystąpieniami bohaterów drugoplanowych.

Bardzo podoba mi się sposób, w jaki każda z postaci powiązana jest z główną bohaterką. Nie są one tylko jej tłem i żyją własnym życiem co można zaobserwować w niemalże każdym odcinku. Ich rozterki, radości czy codzienne sytuacje – wszystko to jest widoczne przez okres trwania całego anime.

Artstyle i animacja to po prostu Sunrise w peak performance’ie. Nigdy nie spodziewałbym się, ze to anime zaskoczy mnie tak świeżą, ciekawą i nietypową jak na “nowoczesne” anime kreską. Postacie są świetnie zaprojektowane i każda z nich ma swoje cechy charakterystyczne, które od razu rzucają się w oczy.

Jak wiadomo – Sunrise to dalej Sunrise i nie obyło się również bez CGI jak np. przyjazd Chishiro Madoki do studia w ostatnim odcinku. Mimo to nie rzuca się to zbytnio w oczy a nawet powiedziałbym, że całkiem dobrze wpasowuje się w ogólną estetykę.

Nie można również odmówić pochwały VA Minare Kody, czyli Riho Sugiyamie. W prawdzie jest ona świeżą twarzą na scenie voice actingu ale jej głos zostawił na mnie niesamowite wrażenie. W życiu nie spodziewałbym się, że tak drobna osóbka jest w stanie wydobyć z siebie taki donośny i rezonujący w mojej głowie głos. To ona jest również powodem tego, że oryginalna manga nie za bardzo mi się podoba. Ciężko czyta się mangę o radiu, skoro jedyne na czym opiera się radio to głos.

Jedynym problemem tego anime był brak hype’u na nie. Ciężko było mu się przepchnąć wśród takich pozycji jak chociazby “TOWER OF GOD” i z tego powodu jest mi niesamowicie przykro. Podejrzewam, że gdyby anime to wyszło chociaż sezon później to zdobyłoby zdecydowanie więcej przychylnych głosów.

Jeżeli nie oglądaliście tego anime to zdecydowanie musicie nadrobić zaległości. Nawet nie wiecie ile was ominęło.

Dropped

  • “LISTENERS” – naprawdę chciałem obejrzeć to anime ale z jakiegoś powodu kompletnie nie “czułem” tego klimatu. Nie ukrywam, że nie jestem słuchaczem rocka i z tego co słyszałem sporo nawiązań kompletnie przeminęło mi obok nosa. Mimo wszystko plot był dla mnie tragiczny i kompletnie nie trzymał się kupy i właśnie to było głównym powodem dropu.
  • “Gleipnir” – podczas oglądania tego anime czułem się jak napalony gimnazjalista, który ogląda wszystko co ma w sobie tag ecchi, plot tego anime nawet mnie zainteresował ale przez potężne nadużywanie nagości w kompletnie losowych momentach i kompletne niszczenie tym atmosfery sceny po prostu nie mogłem.
  • “Gal to Kyouryuu” – o ile samo anime jest naprawdę świetne to opóźnienia koronowirusowe spowodowały, że gdzieś po drodze kompletnie zapomniałem o tej serii i nie chciało mi się jej zbytnio oglądać.

Podsumowanie

Pomimo stosunkowo niskich oczekiwań co do tego sezonu okazał się on zbiorczo jednym z najsolidniejszych od dawna. Anime o których kompletnie się nie mówiło, takie jak “Kakushigoto”, czy “Nami yo Kiitekure” okazały się być dużo lepsze niż przehajpowany “ToG” i bardzo mi się to podoba.

OGLĄDAJCIE “NAMI YO KIITEKURE”!

Tym razem posta pisałem do eurobeatów od A-One i polecam sobie przesłuchać.