Sezonowe Recenzje Anime #02 – Zima 2020

Po licznych przesunięciach odcinków spowodowanych koronawirusem i innymi okolicznościami post w końcu powstał!

Wiem, sam nie jestem w stanie uwierzyć w to, że w końcu wszystkie anime się skończyły ale dobrze, że zima już za nami. Nie pamiętam drugiego sezonu, który tak ciągnąłby się jeżeli chodzi o przesuwanie emisji odcinków.

Zima 2020 okazała się być dosyć różnorodna czego kompletnie się nie spodziewałem i stało się bardzo dobrze – zdecydowanie było na czym zawiesić oko i nie czułem się zmęczony oglądaniem tylu anime na raz.

Koniec mojego zbędnego gadania, przechodzę do tego po co prawdopodobnie tutaj przyszliście, czyli recenzje.

Serie TV

“Nekopara”

Okładka "Nekopara"

Studio: Felix Films

Gatunki: Komedia, Romans

Opis: Na Comiket 95 Neko Works zapowiedziało nowe anime bazujące na serii VN “Nekopara”.

Recenzja: Animowana “Nekopara” dostarczyła i zrobiła to bardzo solidnie.

Nie ukrywam, że po zapowiedzi pełnowymiarowej serii spodziewałem się bardziej faktycznej adaptacji niż nowej historii ale i tak nie mam prawa narzekać. Fabuła jest lekka i przyjemna – dokładnie taka, jakiej spodziewałbym się od tej marki. Warto jednak najpierw zagrać w gry i zapoznać się ze wszystkimi kotkami, gdyż nie jest to mocna strona tej serii. Mam wrażenie, że taki był też zamysł reżysera.

Sama animacja jest zdecydowanie bardziej dopracowana w porównaniu do OVA. Błędy w animacji i “oszczędności” były znacznie mniej widoczne a same postaci mają w sobie zdecydowanie więcej życia. Character designy jak przystało na “Nekoparę” są urocze i aż przyciągają przed ekran. Szczególnie spodobał mi się design Cacao i mam nadzieję, że zobaczę go chociaż na chwilę w następnej VNce.

Nie oszukujmy się, nie jest to anime pełne psychologicznych zagrywek, zwrotów akcji i pościgów. Jest to CGDCT zrobione po prostu solidnie. Jeżeli lubicie jak już zwykłem mówić “kolacyjne” anime to jest to propozycja skierowana do was!

“pet”

Okładka "pet"

Studio: Geno Studio

Gatunek: Nadprzyrodzone

Opis: Fabuła obraca się wokół osób, które posiadają umiejętność wchodzenia do wspomnień innych osób i ich modyfikowania. Ich moce były używane w przestępczym półświatku do zatuszowywania zbrodni. Moce te mogą nie tylko zniszczyć dusze innych osób ale również uszkodzić serca osób posiadających te moce. Ich użytkownicy muszą chronić swoje kruche serca. Nazywani są oni ze strachu i pogardy “pets”.

Recenzja: “pet” to jedno z pozytywnych zaskoczeń tego sezonu, powoli rozkręcająca się maszyna, która potrafi porwać nawet najbardziej doświadczonych zawodników na binge watching.

Pomimo tego, że zdarza mi się to bardzo rzadko to tymczasowo wstrzymałem oglądanie tego anime po 3 odcinku (głównie ze względu na chaotyczność fabuły) i chciałem powoli je nadrabiać. Skończyło się jednak na nocnym maratonie. Nie wiem kiedy ostatnio widziałem tak solidnie rozgrywającą się fabułę. Odcinek po odcinku cała akcja rozkręca się coraz szybciej kierując się ku końcowi. Każdy wątek tego anime jest interesujący i na swój sposób niepowtarzalny. Dosłownie pochłaniałem fabułę i delektowałem się nią. Nie polecam jednak oglądać tego anime odcinek po odcinku z przerwami gdyż faktycznie można się pogubić.

Character design i sam kierunek artystyczny tego anime współgra idealnie ze światem przedstawionym i fabułą. Jest lekko przerażający (szczególnie sekwencje wewnątrz wspomnień) ale też momentami bardzo tajemniczy i niedający za dużo o sobie powiedzieć.

Podsumowując, solidne anime z fajną fabułą i ciekawymi postaciami. Polecam dać szansę pomimo niskich opinii na MALu czy AniLiście i przekonać się na własnej skórze.

“Hatena☆Illusion”

Okładka "Hatena☆Illusion"

Studio: Children’s Playground Entertainment

Gatunki: Komedia, Ecchi, Romans, Nadprzyrodzone

Opis: Seria skupia się na Makoto Shiranui – chłopcu, który wyjechał do Tokio w celu zostania uczniem Mamoru Hoshisato – światowej klasy magikiem i przyjacielem jego rodziców. Od kiedy obejrzał występ jego i jego żony – Maive, zawsze marzył o zostaniu magikiem. Ich córka Kana (Nazywana Hatena) była przyjaciółką Makoto od dzieciństwa. Pomimo tego, że przez Tokio przeszła fala kradzieży z udziałem pięknej kobiety, Makoto może spać spokojnie dopóki Hatena jest przy nim. Kiedy dociera do nawiedzonego domu Hoshisato, witają go lokaj Jeeves i pokojówka Emma, Wtedy też ponownie spotyka się z Hateną tylko po to, żeby dowiedzieć się, że nie dogadują się już oni tak jak kiedyś.

Recenzja: “Hatena Illusion” to jedna z najgorszych bajek jakie obejrzałem w ostatnim czasie. Jedyną zachętą do podjęcia tego anime były ciekawe character designy i w sumie to jedyne co można o nim powiedzieć pozytywnego.

Fabuła jest tragiczna i liniowa do granic możliwości. “O, udało się nam coś zrobić po dwóch odcinkach”, “O nie, pojawia się kolejny wróg”, i tak w kółko. Pominę brak rozwoju ich umiejętności i tego, że pan Makoto od razu wiedział jak się posługiwać swoją różdżką. Typowa szczęśliwa historia z tym, że tej nie wyróżnia kompletnie nic.

Do tego doliczyć można jeszcze irytującą główną bohaterkę, która jest tsundere i jedyne co potrafi robić to się obrażać. Chyba rozumiecie o co mi chodzi.

Animacja była natomiast zaskakująco solidna, może pomijając małą ilość klatek w niektórych momentach. Artstyle był całkiem ładny i lekki. Nie były to jednak rzeczy, które były w stanie podratować tragiczną fabułę.

Jedynym powodem dla którego anime to dostało u mnie 6 zamiast 5 były naprawdę ciekawe i kreatywne character designy. Bardzo spodobał mi się design Hateny, która z resztą przyciągnęła mnie do podjęcia tego anime. Jest on naprawdę bajkowy i komponuje się idealnie z motywem magii przedstawionym w tym anime.

Pomimo ładnych postaci jestem zdania, że te 12 odcinków to jedne z najbardziej zmarnowanych godzin w moim życiu od kilku dobrych lat.

“Runway de Waratte”

Studio: Ezo’la

Gatunki: Slice of Life, Drama

Opis: Chiyuki Fujito ma marzenie – chce zostać modelką Paris Collection. Na swojej drodze napotyka jednak przeszkodę – jest za niska, żeby być modelką i mówi jej to każdy dookoła. Pomimo tego, nie ma ona jednak zamiaru poddać się. Jej Biedny kolega z klasy Ikuto Tsumura chce zostać projektantem mody. Pewnego dnia Chiyuku mówi mu, że jest to dla niego prawdopodobnie niemożliwe. Prze to chce on się poddać…? Jest to historia dwójki osób, które dążą do spełnienia swoich marzeń pomimo wszelkich przeciwności losu stojących na ich drodze.

Recenzja: “Runway de Waratte” to opowieść o marzeniach i drodze Ikuto od zera do bohatera. Piękne dream story w którym wszystko zawsze kończy się tak, jak wymarzyłby to sobie główny bohater. No może ewentualnie z kilkoma przeszkodami na drodze.

O ile fabuła tego anime była całkiem niezła to najbardziej przeszkadzała mi niesamowita ilość dramy, która momentami aż męczyła i zniechęcała do obejrzenia kolejnego odcinka. Gdyby jednak trochę zmniejszyć jej ilość to byłoby to bardzo przyjemne i lekkie w odbiorze anime, którym zainteresowałoby się zdecydowanie więcej osób.

Najsilniejsza strona tej produkcji to przede wszystkim postacie – każda z nich wyraża siebie sposobem w jaki się ubiera co w sumie nie zaskakuje skoro jest to seria o modzie. Nie ukrywam jednak, że ten zabieg bardzo mi się podobał i zdecydowanie chciałbym go widzieć częściej w innych, nawet niekoniecznie powiązanych z tematem seriach.

Innym dużym plusem tego anime był oczywiście motyw. Anime skupiające się wokół tematu mody nie są zbyt częstym widokiem w aktualnej sytuacji, gdzie w sezonie wychodzi więcej isekai niż jakichkolwiek innych serii. Oznacza to jednak, że właśnie takie serie jak ta mogą wywołać dużo większe poruszenie i zainteresować potencjalnych widzów.

Nie jest to mimo wszystko najlepsza seria jaką widziałem w tym sezonie ale warta jest ona polecenia chociażby ze względu na motyw i ładne postacie.

“Koisuru Asteroid”

Studio: Doga Kobo

Gatunki: Komedia, Slice of Life

Opis: Kiedy była mała, Mira Kinohata spotkała chłopca o imieniu Ao na kempingu. Kiedy razem patrzyli w gwiazdy, Mira dowiedziała się, że istnieje gwiazda o tym samym imieniu co ona, ale nie istnieje gwiazda nazwana Ao. Tamtego dnia Ao i Mira obiecali sobie, że kiedyś razem będą badać asteroidy i znajdą gwiazdę, którą będą mogli nazwać jego imieniem.

Kilka lat później, Mira dołącza do liceum Hoshizaki i decyduje się na wstąpienie do klubu astronomicznego w celu spełnienia jej obietnicy. Dowiedziała się ona jednak, że klub astronomiczny zostanie połączony z klubem badaczy geologicznych. Niepewna swojej decyzji Mira wchodzi do pomieszczenia klubowego i spotyka tam Ao Manakę – osobę z którą złożyła obietnicę, dodatkowo dowiedziała się, że Ao jest dziewczyną.

Do tej dwójki dołączają starsze koleżanki Mai Inose i Sakurai Mikage z klubu geologicznego i Mari Morino – trzecioklasistka z klubu astronomicznego.

Recenzja: Doga Kobo jak zwykle zaprezentowało się bardzo dobrze i pokazało, że w genre CGDCT dalej jest miejsce na nowe motywy przewodnie.

Nie ukrywam, że mam do tego studia ogromny sentyment po zekranizowaniu 2 sezonów mojej ulubionej serii z gatunku, czyli “Yuru Yuri” i oglądam praktycznie każdą ich produkcję. Naprawdę rzadko zdarza się, żebym był zawiedziony a tym razem “Koisuru Asteroid” w ich wykonaniu przerosło moje oczekiwania.

Fabuła jest interesująca i pełna ciekawych naukowych faktów. Czuć, że astronomia i geologia nie są tylko dodatkiem, który ma wyróżnić tą animację z tłumu a stanowią składową część tej serii bez której nie mogłaby się ona obyć. Pacing był bardzo wyrównany i dobrze dostosowany. Nie ukrywam, jednak, że timeskipy mogłyby być trochę mniejsze bo o ile seria nie była zbyt trudna do “opanowania” czasowo to jednocześnie miałem też wrażenie, że pomiędzy odcinkami sporo omija mnie jako widza.

Character designy i animacja była po prostu… poprawne. Dziewczynki były słodkie i każda z nich była kompletnie odmienna zarówno z charakteru jak i wyglądu. Jest to jedna z niewielu ostatnich serii z których zapamiętałem imiona całego głównego składu. Niestety animacja w niektórych momentach bardzo wyraźnie widać oszczędności polegające na niedokładnym ryzowaniu postaci czy pominiętych klatkach. Nie przeszkadzało mi to jednak zbytnio, gdyż seria nadrabia za to postaciami i interesującą fabułą.

Jak już wspomniałem wyżej, grzechem byłoby gdybym nie polecił jakiejkolwiek bajki z gatunku CGDCT od Doga Kobo, tak też będzie tym razem. Był to bardzo przyjemny seans i myślę, że całkiem solidnie wypadająca seria. Nie spodziewałbym się 2 sezonu ale i tak była to całkiem przyjemna podróż.

“Ishuzoku Reviewers”

Okładka "Ishuzoku Reviewers"

Studio: Passione

Gatunki: Komedia, Ecchi, Fantasy

Opis: Piękno to rzecz względna. Od elfów do sukkubów, cyklopów i wiele więcej. Recenzenci Yoruno Gloss są tutaj po to, żeby oceniać piękności “dzielnicy czerwonych latarni”. Jest tylko jeden problem… nigdy nie mogą się oni zgodzić w sprawie tego, który gatunek jest najgorętszy!

Recenzja: “Ishuzoku Reviewers” to jedna z najświeższych bajek, które pojawiły się w ostatnich latach i już na początku dekady podyktowała wszystkim innym ecchi kto tu jest królem gatunku. Jednocześnie od razu anime to stało się klasykiem gatunku i podejrzewam, że podobne produkcje z potworodziewczynkami będą do niego porównywane jeszcze przez długie lata. Nie wiem, czy w swoim życiu zobaczę jeszcze drugie anime, które zachodnie serwisy przestały wydawać w środku trwania w obawie przed negatywnym odzewem publiki pomimo tego, że zapłaciły za licencję (np. Funimation).

Inną rzeczą, która zasługuje na pochwałę jest bardzo solidna adaptacja mangi wykonana przez Passione, nie spodziewałem się takiej pikanterii w anime, które, ocenzurowane bo ocenzurowane, ale wychodziło mimo wszystko w telewizji. Było to naprawdę wierne oddanie klimatu mangi, czyli borderline hentai.

Fabuła tego anime nie oszukujmy się nie jest specjalnie rozległa czy bardzo interesująca. Nie to ma być głównym punktem programu. Dwóch poszukiwaczy przygód znajduje upadłego anioła Crima i razem z nim odwiedzają burdele w różnych częściach świata pisząc recenzje i sprzedając je. Tyle.

A teraz czas na główny punkt programu, czyli różnorodne potworodziewczynki, z którymi główni bohaterowie uprawiają różnego rodzaju zabawy na tle seksualnym. Jest ich tyle, że każdy może znaleźć coś dla siebie i któraś z postaci na pewno wpadnie wam w oko, zaufajcie mi. W dodatku są one naprawdę kreatywnie narysowane i zdecydowanie wyróżniają się na tle ich odpowiedników z innych produkcji takich jak np. “MonMusu”.

Artstyle tego anime jest bardzo różnorodny i mocno zależy od dziewczynek, które odwiedzają bohaterowie i scenerii, w które wszystko się odbywa. Bardzo podobała mi się bardzo częsta manipulacja i zabawa paletą kolorów. Przy scenach erotycznych była ona bardzo ciepła i kolory najczęściej wpadały w czerwień. Przy podróżowaniu czy codziennym życiu bohaterów stawała się ona neutralna i bardzo wytonowana.

Złego słowa nie mogę powiedzieć również o animacji, nie było to nic przełomowego ale była zrobiona solidnie, szczególnie w wiadomych scenach.

Jeżeli jeszcze nie oglądaliście tego anime to przygotujcie sobie swoje ulubione napoje i przekąski, siądźcie przed komputerem czy telewizorem po 24, trochę zmniejszcie głośność waszych głośników i włączcie sobie wersję uncensored. Na pewno nie będziecie zawiedzeni.

“Infinite Dendrogram”

Okładka "Infinite Dendrogram"

Studio: NAZ

Gatunki: Sci-Fi, Akcja, Fantasy, Przygodowe

Opis: W roku 2043 na rynku ukazała się gra Infinite Dendrogram, pierwsze full-dive VRMMO, które odniosło sukces. Poza możliwością symulowania wszystkich 5 zmysłów, gra obiecywała graczom świat nieskończonych możliwości. Nieco ponad dwa lata później Reiji Mukodori w końcu mógł kupić kopię i zacząć grać. Z pomocą swojego doświadczonego starszego brata Shuu i jego partnera Embryo, Reiji wyrusza na wyprawę w świat Infinite Dendrogram. Co spotka w jej trakcie?

Recenzja: “Infinite Dendrogram” to anime, które śmiało mogę nazwać anime do śniadanka.

Fabuła tego anime nie jest wprawdzie majstersztykiem ale mimo wszystko trzyma się kupy i jest całkiem przyjemna w oglądaniu. Nie ukrywam, że odczuwam w tym anime silne SAO vibes ale mimo wszystko nie była to zła seria. Świat przedstawiony był wymyślony dosyć kreatywnie a postacie są przyjemne i bardzo różnorodne.

Czego fabuła nie podciągnęła to nadrobiły sceny walki, które były naprawdę świetnie wykonane i emocjonujące. To właśnie one zatrzymały mnie przy tym anime do samego końca i śmiało ze względu na nie obejrzałbym kolejny sezon.

Character design to silny punkt tego anime, postacie wyglądają bardzo nietypowo nawet jak na ten gatunek i zwracają uwagę nawet osób, które tego anime kompletnie nie znają.

Największym problemem tego anime było wstrzymanie emisji na stosunkowo długi czas zaraz przed ostatnim odcinkiem. To właśnie ze względu na to strasznie ono ucierpiało. Mimo to jednak nie wypłynęło to zbytnio na moją ocenę, gdyż nie było to winą samego studia a sytuacji na świecie.

Jeżeli brakuje wam anime, które możecie sobie na spokojnie włączyć do śniadania i nie martwić się o to, że kiedy zwracacie uwagę na swoją kanapkę z serem i pomidorem ominie was ważna część fabuły to polecam dać szansę tej produkcji.

“Murenase! Shiiton Gakuen”

Okładka "Murenase! Shiiton Gakuen"

Studio: Studio Gokumi

Gatunki: Komedia, Ecchi, Romans

Opis: Seton Academy to szkoła pełna zwierząt, gdzie za sprawą niżu demograficznego, ludzi jest mniej niż jakichkolwiek innych stworzeń. Mazama Jin nienawidzi zwierząt. Jest on jedynym ludzkim mężczyzną i zakochał się od pierwszego wejrzenia w Hino Hitomi – jedynej ludzkiej kobiecie. Wszystkie jego plany zostały jednak popsute w momencie, kiedy na swojej drodze spotyka wilczycę Rankę.

Recenzja: AOTS! “Murenase! Shiiton Gakuen” spełniło wszystkie moje oczekiwania dotyczące tej serii. Było to jedno z najciekawszych doświadczeń ostatnich lat jeżeli chodzi o gatunek komedii. Każdy odcinek był czystą przyjemnością, wszystkie pełne były komedii, absurdów i interesujących scen.

Fabuła wychodzi ze stosunkowo prostego założenia – szkoła dla zwierząt, w której jest dwójka ludzi. Nie jest to jednak to, co podobało mi się w tym anime. Jego najmocniejszą stroną są postaci, które same tworzą całą fabułę i wszystkie zabawne sceny. Każda z nich wnosi coś nowego i stanowi nieodzowną część tej animacji w dalszej jej części.

Character designy jak na kemono są naprawdę solidne – idealny balans pomiędzy człowiekiem a zwierzęciem, chociaż tak jak na przykład w przypadku lwa zdarzały się też pełne furry. Nie jestem wielkim ich zwolennikiem (ze względu na to nie obejrzałem “Beastars”) ale jednak było to na tyle mało wyróżniające się, że kompletnie mi to nie przeszkadzało i seans każdego odcinka był naprawdę przyjemny.

Jest to jedno z tych anime o których mogę powiedzieć otwarcie, że jest warte obejrzenia. Pomimo prostego założenia było naprawdę wciągające i stanowiło podstawę mojego tygodnia.

“Kyokou Suiri”

Okładka "Kyokou Suiri"

Studio: Brain’s Base

Gatunki: Detektywistyczne, Komedia, Nadprzyrodzone, Romans, Horror

Opis: W wieku 1 lat, Kotoko Iwanaga został porwany przez youkai na dwa tygodnie i poproszony o zostanie ich “Bogiem Mądrości”, pośrednikiem pomiędzy duszami i światem ludzi, na co dziewczynka szybko się zgodziła, niestety było to kosztem jej prawego oka i lewej nogi. Teraz, sześć lat później, kiedykolwiek youkai zażyczy sobie rozwiązania jego problemów, udaje się do Kotoko na konsultację.

W tym samym czasie, Kurou Sakuragawa, dwudziestodwuletni student właśnie rozstał się ze swoją dziewczyną po tym, kiedy uciekł sam, kiedy spotkali kappę. Widząc to, Kotoko postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce i podrywa Kurou mając nadzieję na wzięcie go za swojego męża. Dowiaduje się ona jednak, że jest on czymś więcej. Z tą wiedzą prosi go o pomoc w rozwiązywaniu różnych problemów, które stawiają przed nią nadprzyrodzone istoty. W trakcie tego wszystkiego am nadzieję, że jej nowy partner odwzajemni jej uczucia.

Recenzja: Bardzo solidna podstawa zepsuta przez tragiczny pacing – to jest moje podsumowanie “Kyokou Suiri”.

Fabuła tego anime zapowiadała się dobrze i było to zdecydowanie moje AOTS… do pewnego momentu. Arc Steel Lady Nanase był dla mnie tym, co absolutnie zepsuło moje wrażenia co do fabuły tego anime. O ile 7-odcinkowy arc byłby wybaczalny w 24-odcinkowym anime to w przypadku jednosezonówki przynajmniej moim zdaniem kompletnie nie ma to prawa bytu szczególnie, że nie ma nawet żadnej zapowiedzi sezonu drugiego na horyzoncie. Nie wiem czy po prostu brakuje mangowego materiału czy był to zabieg celowy ale przynajmniej mi kompletnie nie przypadło to do gustu chociaż znam głosy które mówią, że jest to dobre rozwiązanie.

Artstyle i character design tego anime to jego zdecydowanie najmocniejsza strona. Dwójka głównych bohaterów jest bardzo charakterystyczna i potrafię ich skojarzyć bez problemu po zobaczeniu chociaż kawałka czapki Iwanagi. Jest to coś trudnego do osiągnięcia szczególnie w 2020 roku i bardzo doceniam ten fakt.

Ciężko jest mi jednoznacznie polecić albo odradzić to anime – jest to sprawa bardzo indywidualna. Oglądało mi się je całkiem przyjemnie gdyby nie fakt nieszczęsnego przedłużania arcu. Musicie spróbować i przekonać się sami.

“Darwin’s Game”

Studio: Nexus

Gatunki: Akcja, Detektywistyczne

Opis: Historia skupia się na Kaname Soudou, licealiście, który zostaje wciągnięty w tajemniczą grę na smartfony nazwaną “Darwin’s Game”. Zostaje on wmieszany w grę społecznościową, gdzie na szali są życie albo śmierć.

Recenzja: “Darwin’s Game” to chyba jedyne anime w tym sezonie które chętnie obejrzałbym w 24-odcinkowym formacie. Nie jest to najambitniejsza seria ale bawiłem się przy niej całkiem nieźle.

Fabuła tego anime nie jest specjalnie skomplikowana – typowa przeładowana akcją i brutalnością walka o przetrwanie. Trochę “Mirai Nikki”, trochę “Ousama Game” i trochę oryginalnych pomysłów. Nic przełomowego ale nie ma też tragedii. Plot jest rozłożony bardzo równomiernie i co odcinek dzieje się coś ciekawego. Niestety część jego elementów ginie też gdzieś pomiędzy odcinkami, np. postać Xuelan o której nie ukrywam chciałbym dowiedzieć się czegoś więcej i zobaczyć ciekawą akcję z jej udziałem. Nie załamuje się jednak tym faktem gdyż nie ukrywam, sezon 2 jest całkiem możliwy. Głównie ze względu na bardzo nijakie zakończenie i dużo nierozwikłanych wątków.

Character designy są bardzo różnorodne i nie umiem jednoznacznie powiedzieć czy podobają mi się one czy nie. Część postaci jest naprawdę ładna (jak np. Shuuka) a część kompletnie nijaka i surowa (np. Ryuuji). Przy okazji anime to wygrało w tym sezonie nagrodę na najbardziej generic głównego bohatera – nie wiem kiedy ostatnio widziałem tak mało rozpoznawalną postać.

Pomimo swoich wad bajka ta ma też sporo zalet i w mojej głowie zdecydowanie przeważyły one nad niedociągnięciami. Czekam na 2 sezon i mam nadzieję, że nadejdzie bo bez niego anime to kompletnie traci sens.

“Rikei ga Koi ni Ochita no de Shoumeishitemita.”

Okładka "Rikei ga Koi ni Ochita no de Shoumeishitemita."

Studio: Zero-G

Gatunki: Komedia, Romans, Ecchi

Opis: Yukimura Shinya i Himuro Ayane to dwójka naukowców, którzy chcą dowiedzieć się, czy miłość można wytłumaczyć teorią naukową. Ta dwójka darzy się podobnym uczuciem i chcę móc rozwiązać zagadkę swoich uczuć podobnymi teoretycznymi faktami. Przy tej idealnej okazji, ci naukowcy podejmują się rozwiązania teorii miłości, którą do siebie czują.

Recenzja: Dobry romans zepsuty przez tragiczny pacing – tak opisałbym “Rikei ga Koi ni Ochita no de Shoumeishitemita.”.

Założenie fabuły tego anime jest naprawdę interesujące – dwójka naukowców próbuje naukowo wyjaśnić i jednocześnie potwierdzić swoją miłość do siebie. Dokonują tego za pomocą licznych eksperymentów i obliczeń. Przez całe anime miałem również okazję poznać kilka terminów naukowych oraz ciekawostek. Pacing spowodował jednak, że z odcinka na odcinek moje zainteresowanie tą serią malało i nie nawet Himuro nie była w stanie zmusić mnie do jego oglądania. W niektórych odcinkach działo się tyle, że musiałem cofać, żeby móc przetworzyć ilość informacji a w innych działo się tak mało, że w trakcie trwania tego anime wolałem zrobić daily w Azur Lane i nakarmić swoje Tamagotchi. Nie wiem kiedy ostatnio widziałem aż tak tragiczny rozwój fabuły i nie wiem czy da się to jeszcze przebić.

Character designy są naprawdę interesujące, niestety dotyczy to tylko damskiej części obsady – mężczyźni są naprawdę typowi i przewidywalni. Szczególnie spodobała mi się postać Himuro – jej styl ubierania się i charakter są dla mnie idealne i to ona spowodowała, że zmęczyłem tą serię do końca. Animacja jest poprawna i niczym nie wystaje przed szereg innych anime.

Chciałbym móc polecić tą serię ale niestety nie mogę. Pacing sprawił, że z ciekawej serii zrobił się festiwal nudy i nie chciałbym powtórzyć tego doświadczenia.

“Oshi ga Budoukan Ittekuretara Shinu”

Okładka "Oshi ga Budoukan Ittekuretara Shinu"

Studio: 8-bit

Gatunki: Muzyczne, Komedia

Opis: Dziewczyna ma obsesję na punkcie swojej ulubionej idolki z mniejszej, mało znanej grupy. Jest ona na tyle duże, że byłaby ona w stanie umrzeć, żeby zobaczyć ją występującą w Budokanie.

Recenzja: “Oshi ga Budoukan Ittekuretara Shinu” to w moim sercu drugi kandydat do AOTS. Wszystko w tym anime po prostu gra, cyka i strzela. Każdy jego element idealnie do siebie pasuje a fabuła dostarcza kupę frajdy i naprawdę nietypowy setting.

Powiedzcie mi, czy oglądaliście kiedyś idol anime w którym widzimy idolki z perspektywy otaku? Z takiego właśnie założenia wychodzi fabuła tej animacja. Śledzimy grupkę otaku, którzy chodzą na koncerty swoich idolek i wspierają je jak mogą. Bardzo pozytywnym zaskoczeniem było to, że moje oczekiwania z trailera zostały zaspokojone a nawet weszły na poziom wyżej. O ile motywem przewodnim trailera była relacja Mainy z Eripyo to już w samym anime każdej z postaci poświęcono sporo czasu ekranowego i myślę, że był to zdecydowanie lepszy pomysł. Czuć, że Eripyo napędza całą tą karuzelę ale jednocześnie nie jest ona jedyną osobą, wokół której kręci się to anime.

Character designy są naprawdę dobre. Szczególnie podobają mi się oczy postaci, które są nietypowe i sprawiają, że wyglądają one jak żywe. Na pochwałę zasługuje również nietypowa kreska i szczegółowość tła. Inną rzeczą, która bardzo mi się podobała było rzadkie i niewyróżniające CGI. Nie było ono tak widoczne jak w przypadku typowych idolkowych anime i bardzo mi to podpasowało jako że nie jestem zbyt wielkim fanem tego typu zagrywek.

Jeżeli lubicie idolshit to to anime będzie dla was naprawdę przyjemnym zaskoczeniem i powiewem świeżości w gatunku. Takie też było dla mnie – zachęcam do obejrzenia!

Dropped

  • Itai no wa Iya nanode Bogyo-Ryoku ni Kyokufuri Shitai to Omoimasu
  • Eizouken ni wa Te wo Dasu na!
  • ID: INVADED
  • Plunderer

Podsumowanie

Ten sezon był jednym z najdłuższych w moim życiu, głównie za sprawą tego, że dwie bajki czekały an swoje recenzje ponad 2 miesiące za sprawa przesunięcia ostatnich odcinków. Mimo wszystko jednak dobrnąłem do końca i nadrobiłem te odcinki kończąc jednoczesnie ten post dopiero na początku lipca.

Mimo opóźnień mam nadzieję, że przeczytacie go z przyjemnością. Dajcie znać co myślicie i śledźcie moje dalsze poczynania.

Muzyka motywująca mnie do napisania tego posta.