Masou Gakuen HxH, czyli najbardziej niedoceniane ecchi – recenzja

Przegląd

Studio: Production IMS

Gatunki: Akcja, Komedia, Ecchi, Fantasy, Romans, Sci-Fi

Opis: Hida Kizuna posiada w sobie wszczepiony Heart Hybrid Gear, nie jest on jednak na tle silny żeby liczył się on na polu walki. Jego siostra przenosi go do nowej szkoły, która znajduje się na linii frontu w walce przeciwko potworom z innego świata. Wiele z jej uczennic (wiele z nich posiadających duże biusty) używa swoich umiejętności do walki z najeźdźcami jednocześnie nosząc dosyć skąpe kostiumy. Umiejętności bitewne Kizuny odstają względem reszty szkoły ale jego siostra ma pewien plan – chce, żeby dziewczyny przeżywały z Kizuną seksualne doświadczenia, które umożliwią im odnowienie energii albo otrzymanie power-upu.

Recenzja

Przeglądałem w ostatnim czasie AniLista poszukując nowego ecchi do obejrzenia. W trakcie swoich poszukiwań zauważyłem ciekawą okładkę i niezbyt przejrzysty tytuł “Masou Gakuen HxH”. Nie spodziewałem się jeszcze wtedy, że będzie to najlepsze ecchi jakie do dzisiaj oglądałem. Nie rozumiem, dlaczego jest tak bardzo pomijane w porównaniu do “Shinmai Maou no Testament” (swoją drogą animowane przez to same studio), czy znanego chyba każdemu weebusowi “High School DxD” (które aktualnie rewatchuję od pierwszego sezonu i pewnie niedługo też o nim napiszę).

Fabuła

Fabularnie jest to bajka kategorii “szkoła magii” osadzona w klimacie science fiction, wydaje mi się, że zdecydowana większość z was dokładnie wie co mam na myśli i nie ma sensu dłużej rozpisywać się an ten temat. Seria ta posiada jednak kilka wyróżników, które uprzyjemniają oglądanie. Przede wszystkim fabuła ma faktyczny sens, jest w niej trochę tajemnicy i niepewności. Motyw z zaginioną matką MC też wprowadził do serii trochę charakteru i został bardzo sensownie pociągnięty aż do samego końca.

Warto wyróżnić również jak na ecchi dosyć zaskakujący fakt, czyli to, że character development faktycznie istnieje. Bohaterki nie rzucają się na MC od początku i nie zachowują się jak największe bezmózgi.

Podobał mi się również pacing, każdy odcinek był sensownie napisany i bez problemu mogłem obejrzeć jeden odcinek a kilka dni później włączyć kolejny i od razu wiedziałem co działo się ostatnio.

Animacja, artstyle i character design

Najmocniejszym punktem tej serii są dla mnie jednak character designy Hisasiego, czyli twórcy H-mang takich jak “Porno Switch”, czy “Every Girl Has Her Thorns” oraz licznych krótszych utworów publikowanych w magazynach. Od razu widać, że ma on doświadczenie na polu projektowania seksownych i przyjemnych dla oka postaci. Każda z głównych bohaterek błyszczy i jest dopracowana do najmniejszego detalu. Ich stroje są odsłaniające akurat na tyle, żeby zaostrzały apetyt ale jednocześnie były możliwe do wyemitowania w telewizji.

Oficjalny art przedstawiający character designy serii “Masou Gakuen HxH”.

Sam artstyle tej serii to kwintesencja anime wydawanych w połowie dekady 2010. Ostre kreski, rozbudowane tła i stosowanie niezbyt płynnego jeszcze 3D CGI. Z tłumu wyróżniają się jednak bardzo dobrze zrealizowane walki z zaskakująco dużą ilością klatek jak na niezbyt hype’owane anime.

Najbardziej zabrakło mi jednak… drugiego sezonu. Można domyślić się, że wynikło to ze względu na małą popularność serii ale po zakończeniu można odczuć, że studio miało dużo większe plany niż zawinięcie tego w jednej serii.

Podsumowanie

“Masou Gakuen HxH” to jedno z niewielu ecchi, które są warte obejrzenia nie tylko ze względu na latające cycki i które jestem w stanie świadomie polecić. Nie wiem kiedy ostatnio tak szybko obejrzałem jakąkolwiek serię. Bawiłem się naprawdę przednio i w pewnym momencie pomijając nawet aspekt ecchi zainteresowała mnie fabuła. Dosłownie przyszedłem dla ecchi, zostałem dla fabuły.

Jak i gdzie oglądać anime podane na liście możecie dowiedzieć się z mojego poradnika: Anime 101.

Opis został przetłumaczony przeze mnie i pożyczony z portalu AniList.

Grafika z tła posta to oficjalny art promujący anime.